Aktualności:

Autor Wątek: plamica  (Przeczytany 1513 razy)

Romuald

  • Administrator
  • Sr. Member
  • *****
  • Wiadomości: 388
    • Zobacz profil
plamica
« dnia: 27 Listopad 2019, 11:15:09 »
Katarzyna Majewska

O tym jak genialnie działa TB i jak można rozwiązać konflikt nawet o tym nie wiedząc...

Anna Figura zadała pytanie o plamicę. Tak się składa, że moje dziecko bardzo ciężko przechodziło tę chorobę. Zaczęło się od plam na skórze, co pediatra zdiagnozował jako uczulenie. Nic jednak nie pomogło, a plamy powędrowały od stóp aż do brzucha. W międzyczasie pojawiły się też problemy ze stawami, do tego stopnia, że córka nie mogła chodzić i trzeba było ją nosić nawet do toalety. Wtedy to trafiłyśmy do szpitala i zostałyśmy tam na 8 dób. Oczywiście medycyna nie zna przyczyny tej choroby, ani też nie wie jak ją leczyć. Po wyjściu ze szpitala młoda miała jeszcze objawy przez 2 miesiące, tyle że w mniejszym nasileniu (ale dalej nie mogła chodzić).

Oczywiście zaraz po usłyszeniu diagnozy zajrzałam do książki Renauda, ale stwierdzenie "aby przetrwać, rodzina musi się rozproszyć" nic mi nie powiedziało. Za nic nie mogłam dociec przyczyn tej choroby. W międzyczasie młoda na szczęście wyzdrowiała i też nie miała nawrotów, a choroba ta "lubi" nawracać.

Tak naprawdę dopiero po 2 latach doszłam do tego, czemu moje dziecko wówczas zachorowało. Otóż, od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie żeby się wyprowadzić z miasta, a nawet za granicę. W tamtym mieście pozostawałam z powodu ojca moich dzieci, żeby córki miały z nim kontakt. Sama przy tym miałam mnóstwo problemów, ponieważ on uwielbiał niszczyć mi życie. Choroba dziecka pokazała mi w jak wielkiej iluzji żyłam, kiedy to on, mając miejsce zamieszkania 100 m dalej od szpitala, nie przychodził odwiedzać dziecka, tłumacząc się np., że "to nie jego weekend", albo że "jak walczyłam o dzieci w sądzie, to teraz mogę się nimi opiekować sama".

Wtedy to właśnie podjęłam decyzję o wyjeździe (to był proces oczywiście), a moje dziecko wyzdrowiało. Fakty połączyłam jednak znacznie później (już po wyjeździe), a geniusz TB pokazał mi sie w całej krasie :) Przy okazji widzę jak bardzo choroby naszych dzieci są powiązane z naszymi własnymi konfliktami...