Główna kategoria > Spis chorób

Totalnie Złote Myśli

(1/1)

Romuald:
TOTALNIE ZŁOTE MYŚLI
Monika Erkens·Poniedziałek, 26 listopada 2018
 
Co jakiś czas na grupie przewijają się w postach Wasze przemyślenia , opisujecie jak udało się Wam dzięki własnej pracy i zastosowanym metodom wyjść na prostą , poukładać sobie w życiu co nie co .
Tak to jest, że posty te szybko giną w odmętach internetu ,a mogą być inspiracją dla kolejnych osób które są na drodze ku zmianom , poszukują …a  nie ma jak dobre słowo na początek , od innych którzy tą drogę już mają za sobą .
Chciałabym aby ten dokument był tworzony przez nas wspólnie . Jeśli wiecie o ciekawym wpisie na grupie który jest godny do wpisania do „Totalnie Złotych Myśli „ dajcie znać to będziemy je tutaj umieszczać sukcesywnie . Niech służą do inspiracji, otuchy i pokazaniu że jednak można .
Osobom które pozwoliły na zamieszczanie tutaj swoich postów , w imieniu wszystkich  do których te słowa dotrą DZIĘKUJEMY BARDZO !
Adminka Monika Erkens
Moje Rozwiązanie. AUTOR RAFAŁ DYROWICZ tak napisał osobie z grupy, która zadała takie pytanie :
#odporność #psychosomatyka
 Od dłuższego czasu interesuję się Totalną Biologią, radykalnym wybaczaniem, medytacją itp. Zgadzam się ze wszystkimi założeniami Totalnej Biologii, zauważam na sobie i moich bliskich objawy w ciele zdarzeń w życiu. Na sobie wyjątkowo bardzo. Każde zdarzenie, każda silniejsza emocja później przejawia się w ciele. Mój chłopak wyjechał - ja trzy dni jestem przeziębiona. Jakiś świr na ulicy mnie przestraszył - gorączka. Nowa praca, wyjazd, nowi ludzie... moje ciało czuje każdy stres i przeżywa, mam wrażenie, za bardzo. Jak przestać tak psychosomatyzować? Jak radzić sobie z takimi emocjami na poziomie głowy, żeby nie wszystkie szły od razu do ciała? Moje pytanie jest chyba dość sprzeczne z Totalną, bo w sumie pytam jak zablokować to, jak ona działa... mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Proszę o jakieś wskazówki, rady, cokolwiek...
 dziękuje!
R.D. - Miałem podobnie. 25 lat przeziębień, alergii, atopowego zapalenia skóry. Szpitale, leki, sterydy nic nie pomagało. Do momentu kiedy zrozumiałem że ja się tego wszystkiego po prostu boję. Tego że się przeziębię jak okno będzie otwarte, że jedzenie mi zaszkodzi, że pyłki fruwają i będę się drapał że pies mnie dotknie i będę smarkał i tysiąc innych. Doprowadziłem się do stanu kiedy bałem się już nawet wody którą piję. Wszystko mi szkodziło i mocno chorowałem. Kiedy zacząłem rozumieć o co chodzi zadałem sobie pytanie. Czy wszyscy ludzie w tych sytuacjach chorują tak jak ja? Odpowiedź była wiadoma, nie. Czy wszyscy chorują od pyłków? Nie. Czy wszyscy chorują gdy stają w przeciągu? Nie. Czy każda osoba choruje wtedy kiedy zje jabłko? Nie. Ta świadomość bardzo dużo mi dała. Zrozumiałem że to nie ze światem zewnętrznym jest coś nie tak, z drzewem, z psem, z jabłkiem czy z przeciągiem tylko to ja bojąc się tego zacząłem na to reagować. Pomyślałem wtedy - jak mogę przestać się tego bać? Próbowałem wielu rzeczy ale działały bardzo płytko i krótko. Jedna okazała się skuteczna w 100%. Zrozumiałem że żeby pozbyć się strachu muszę się z nim skonfrontować. Jak? Zacząć robić dokładnie to czego się tak boję. Zacząłem więc stawiać się w tych sytuacjach które były dla mnie trudne i najbardziej stresujące. Bałem się ojca, to pojechałem z nim rozmawiać i to kilkakrotnie na najcięższe tematy. Chorowałem jedząc jabłka ( i niemal wszystkie inne produkty dostępne. Setki innych) więc z pełnym przekonaniem i zrozumieniem że to lęk zacząłem je jeść dając sobie pozwolenie na to że będę się bał i że na pewno wystąpią objawy ale postanowiłem że nawet wtedy kiedy będzie najgorzej ja dalej będę „to robił” i się nie wycofam. I tak zrobiłem. Strach wzrastał, objawy się pojawiały a ja dalej w tym tkwiłem i wręcz z pełnym przekonaniem i premedytacją wchodziłem w to głębiej. Zauważyłem że strach rośnie tylko do pewnego poziomu a wraz z nim objawy. Po osiągnięciu maksimum kiedy już nie możesz z bólu czy innych objawów ale to rozumiesz (to jest kluczowe) to strach zaczyna opadać i objawy są coraz mniejsze. Wtedy jadłem jeszcze więcej, sięgając po kolejne kęsy, jeszcze raz rozmawiałem z ojcem, załatwiałem inne stare sprawy które leżały pod dywanem często latami i gniotły. I tak w kółko a strach, wstyd, poczucie tego ze jestem gorszy znikał i znikał. Tak samo zrobiłem z przeciągiem, psem, kotem, pyłkami, kurzem i setkami produktów jedzenia. W czasie tej rozmowy z ojcem, jedzenia, obcowania z kotem, drzewem, trawą patrzyłem na siebie i obserwowałem jak się zachowuje, co się ze mną dzieje w środku, czy się denerwuje i jak bardzo i dawałem sobie na to pozwolenie. Wielokrotnie w ciągu dnia i każdego dnia powtarzałem cały proces. Niektóre rzeczy znikały po jednym dniu niektóre po kilku miesiącach. Zauważyłem że te które znikają od razu to dlatego że ROZUMIAŁEM a więc w konsekwencji wierzyłem że mogą zniknąć od razu i że to jest logiczne (logika grała tu bardzo ważna rolę). To co utrzymywało się dłużej było spowodowane tylko tym że momentami wydawało mi się że to jest za trudne albo za proste i że tak nie może się szybko stać. I tak się właśnie działo. Dziś mija półtora roku odkąd nie biorę żadnych leków, pierwszy raz od blisko 30 lat nie jestem na żadnej diecie jem dosłownie wszystko, śpię w przeciągu, marznę w lodowatej wodzie, wychodzę na dwór z mokrą głową w zimę, mamy kota (żeby pozbyć się bardzo ostrej alergii kładłem go sobie na twarz i robiłem inhalacje wtulając się w niego wielokrotnie codziennie:) Kichałem drapałem się i dalej to robiłem spokojnie oddychając i rozumiejąc proces). Nie mam dziś żadnej alergii, nietolerancji pokarmowej (na co wcześniej miałem badania, bardzo drogie niestety które wykazały ostrą nietolerancję).
 A wszystko to bo zrozumiałem że wszystko jest lękiem, że się boję, wstydzę, nie rozumiem i skonfrontowałem się z tym.
 Zosiu, tak jak pisałaś ciało reaguje na wszystko co jest w nas a w nas są emocje wywoływane naszym systemem wierzeń i naszymi działaniami Dziś myślę że stąd właśnie biorą się wszystkie choroby. Z nierozwiązanych spraw, z nie przegadanych ważnych dla nas rzeczy, z problemów których nie chcemy oglądać, z konfliktów na które się godzimy. Zamykamy to wtedy w sobie często na całe lata w postaci nie uwolnionych emocji. Zmień system wierzeń a zmienisz swoje zachowanie, swoje reakcje i emocje na niego i ciało zacznie reagować inaczej. Bardzo proste i bardzo trudne. Ale jak najbardziej możliwe.
 Ot i cały temat.
 Trzymam kciuki!
Jeszcze jedno odpowiadając na twoje pytanie. Nie blokować. Nie blokować a odpuścić czyli pozwolić sobie na te wszystkie objawy one muszą być bo tylko wtedy z nas wychodzą. Często błąd naszego myślenia polega na tym że gdy zaczynamy chorować to od razu bardzo chcemy nie chorować. Np. dowiedziałem się że mam raka to moje myśli cały czas koncentrują się na tym żeby go nie mieć, czyli nie mieć żadnych objawów, żeby nie było ich wcale i żeby jak najszybciej znikły. A to nie tak. Jest odwrotnie. Bo to tak jak z emocjami. Chowane w sobie nie mają jak wyjść. Objawy choroby są bardzo dobre to znaczy że organizm wyrzuca chorobę na zewnątrz (informuje nas że skręciliśmy z naturalnej dla nas ścieżki wspierania życia i robimy coś przeciw niemu i przeciw sobie) w postaci przeziębienia, guza, wysypki czy czegokolwiek innego. To świetny objaw. Teraz widzisz i masz szansę zareagować. Być może w końcu i po raz pierwszy w życiu.
 Dzieje się tak ponieważ większość z nas nie ma prawie wcale kontaktu ze swoimi emocjami. Nie zna ich nie rozumie a do tego nie czuję bo wypiera i samego siebie oszukuje. Dlatego często nazbierało się w nas dużo tego wszystkiego przez lata (o czym pisałem wcześniej), mieliśmy jakieś objawy ale nie łączyliśmy ich z sytuacjami które się wydarzyły w naszym życiu. Ból głowy, nogi, nadciśnienie, wątroba, rak, alergie i wszytko inne. Teraz objawy pokazują nam co w nas siedzi od lat często. Jakie emocje nami w środku szarpią. Więc absolutnie wszystkie trzeba zaakceptować. Wiem że to trudne bo jak zaakceptować że mnie boli i choruję ale to jedyne właściwe rozwiązanie aby to z nas wyszło a właściwie przestało być. Masz grypę – zaakceptują i ciesz się że mija, masz raka zaakceptuj że jest i nie walcz z nim bo walcząc chowasz go do środka i znowu go wzmacniasz. Jakiekolwiek uzdrowienie może zajść tylko od poziomu akceptacji. Dlatego często ludzie zdrowieją kiedy poddają swoją chorobę Bogu bo nie chcą już walczyć bo nie mają siły, próbowali już wszystkiego. Teraz tylko Bóg może pomóc. I zobacz co się dzieje. Osoba odpuszcza walkę, akceptuje swoją sytuację po raz pierwszy. I co się dzieje? Zaczyna zdrowieć. Bo przestaje napierać czyli marnować swoją energię na powstrzymanie i zatrzymanie choroby a wykorzystuje na leczenie. Nie musisz być wierząca żeby to zrobić. Wystarczy zaakceptować stan a najlepsze co można zrobić to jeszcze zacząć się z tego cieszyć jakkolwiek głupio to brzmi. Faktem jest że złe emocje spowodowały że chorujemy
 I kolejnym faktem jest że dobre powodują że zdrowiejemy. Wtedy z poziomu akceptacji wchodzimy na poziom radości. Akceptacja (stan) + radość (emocja) uzdrawia w bardzo szybkim tempie. To są jeszcze wyższe poziomy emocji i to tych pozytywnych. Zosiu, przepraszam że to pod twoim wątkiem tyle o tym pisze ale bardzo się to łączy i być może tobie a może komuś się to jakoś przyda. Ściskam gorąco
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
Yvonne Mantiss 04.12.2018 napisała tak
Temat cycków 📷:-)
 Kochani!/Kochane! Chciałabym się z wami podzielić moim wyzdrowieniem  lewej piersi. Otóż jakiś czas temu (kilka miesięcy) okazało się, że mam w  lewej piersi na dole guzek. Był on twardy, wielkości dojrzałej czereśni  mniej-więcej, ale jakby bardziej rozlany. Nie badałam, żeby się nie  wkręcać w żaden program. Zamiast tego zdecydowałam się działać.  Pomodliłam się o uzdrowienie i poprosiłam mojego Pastora o modlitwę. W  ciągu dwóch następnych dni otrzymałam świadomość  z Biologii Totalnej od czego to jest w moim przypadku. Zobaczyłam wiele  sytuacji i zranień, kiedy jako nastoletnia dziewczyna cierpiałam z  powodu za dużego biustu i przezwisk i wyzwisk, jakie się na mnie sypały:  „krowa mleczna”, „gruba świnia” itd… Nie muszę wam mówić, jak przykre  to było dla nastolatki. Wtedy pomyślałam sobie, że dobrze by było, żeby  ten biust „szlag trafił”. Najlepiej, żeby dostać nowotworu i wyciąć…  Byłam nawet wówczas na konsultacjach do operacji zmniejszenia, nie  zdecydowałam się jednak uznając ten zabieg za zbyt krwawy i inwazyjny.
  Powiedziałam o tym Pastorowi i modliliśmy się o wybaczenie. Powiedział  mi, abym przeprosiła Boga, że tak źle myślałam o swoim ciele.  Przeprosiłam Boga, przeprosiłam moje ciało. Prosiłam o wybaczenie (Boga i  moje ciało). Weszłam w te bolesne sytuacje i wybaczałam oprawcom,  rozumiejąc, że nie mieli świadomości i krzywdzili mnie z głupoty.  Wybaczyłam sobie, że przyjęłam na siebie ich przezwiska. Ogłosiłam nad  sobą, że nie przyjmuję tego, że jestem Świętą, Boską, Zdrową Istotą.  Modliłam się w ten sposób, robiłam proces i kładłam ręce na tym miejscu,  aż poczułam napływające ciepło. Wiedziałam, że jestem uzdrowiona. Od  tej pory czułam od czasu do czasu kłucie w tym miejscu, jak ta energia  ukłuć emocjonalnych uwalniała się. Dziś ten guzek czy stwór jest tak  mały, że już prawie niewyczuwalny… Cały czas się zmniejszał i zmniejsza.  Chwała Bogu i Biologii Totalnej!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

Idź do wersji pełnej